fbpx

Wszystko albo nic! O radykalnym podejściu do diety i treningów.

Cześć Olu!

Mam 35 lat i od kiedy pamiętam chciałam być szczupła. Marzyłam o ciele szczupłej modelki w rozmiarze S, szparką pomiędzy udami oraz płaskim brzuchem. Zawsze stosowałam radykalne podejście – nic albo wszystko. Jak zbierałam się za dietę to musiał być to detox warzywny (jadłam przez miesiąc tylko brokuły albo marchewki), albo była to codzienna wizyta na siłowni. Potrafiłam wyciskać siódme poty na treningach grupowych, a później jeszcze mieć godzinę z trenerem. Udawało mi się tak „żyć” przez kilka tygodni, no może max dwa miesiące. Po wszystkim zawsze miałam napady głodu i jadłam słodycze bez opamiętania…. Chciałabym to naprawić i wreszcie nauczyć się kontrolować. Raz na zawsze!

Pomóż! K.

Jak (nie)oszaleć na diecie?

Zacznę od interesującego eksperymentu w tym. W popularnym badaniu 36 uczestników (eksperymentu głodowego) nie dojadało przez sześć miesięcy. Nie dojadało, a nie głodowało – to bardzo istotne! W tym czasie mężczyźni konsumowali 1600 kcal dziennie.

Po wprowadzeniu dietetycznych zmian zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Jedynym tematem rozmów było jedzenie, a kartki z książek kucharskich zaczęły im zastępować kalendarze. Uczestnicy zaczęli mieć koszmary, w których zmieniali się w kanibali. Niektórym zdarzyło się uciekać, żeby coś zjeść, a tym czymś były odpadki z okolicznych śmietników. Takie zachowanie mogłoby wydawać się dziwne, jednak nie było w nim nic dziwnego. Nasz mózg to narzędzie, które kształtowało się tak by zabezpieczyć nas przed głodem (oprócz tego, że miał też zapewnić szansę pozostawienia potomstwa – ostatni wpis o tym dlaczego wolniej redukujesz tkankę tłuszczową od swojego faceta).

To ciągły sygnał ostrzegawczy dla Twojego mózgu!

Mózg wciąż (jak totalny jaskiniowiec) działa w sposób, który niedojadanie traktuje jako poważny sygnał ostrzegawczy i natychmiast przełącza się w tryb alarmowy, który ze zdobycia pożywienia czyni najważniejszą motywację.

A teraz mam dla Ciebie prosty sposób jak doprowadzić się do szaleństwa:

  1. Wszystkie strony z fit-instagramowymi dupeczkami polubione.
  2. Treningi na cały miesiąc masz już zaplanowane.
  3. Dieta 1400 kalorii.
  4. W głowie tylko myśli „zrzucę ten kilogram, i jeszcze jeden”.
  5. Pilnowanie się co do dziesięciu kalorii.
  6. Nieodpuszczanie mimo chronicznego zmęczenia.
  7. Brak określonego celu.
  8. Stosowanie głodówek.
  9. Ideał do którego dążysz to osoba o innej budowie ciała niż Twoja.

Proszę bardzo! To cała recepta na bardzo niespokojne i wręcz „chore” życie oraz ciągłe przejmowanie się wyglądem. Czasem lepiej jest odpocząć niż się zajechać i przez zbyt duży wysiłek w dążeniu do celu odpuścić w niepamięć „plan o byciu fit”.

Co zrobić?

  1. Zaakceptuj swoje ciało. To może wydawać Ci się bezsensu, jednak wierz mi – to czy ważysz teraz 70 kilo, czy 45 – nie ma znaczenia. Niskie poczucie wartości będziesz mieć do końca życia, niezależnie od wagi, dopóki nie nauczysz się samoakceptacji oraz miłości do siebie.
  2. Codzienne nawyki. O tym tu – 
  3. Zdrowe odżywianie bez długich przerw. Mam na myśli „zrywanie z dietą”. Ten związek jest jak małżeństwo – do końca życia. Zaakceptuj to albo od razu weź rozwód i nie wracaj. Zawsze możesz znaleźć inną miłość, na przykład do pączków. Niestety Twoje powroty będą ciężkie, pamiętaj – zdrada boli – najbardziej z cyganem.
  4. Sport. Znowu, regularnie. Najważniejsze byś robiła to co sprawia Ci radość. Taniec to też aktywność, basen tak samo. Lubisz to? Rób to. 
  5. Spacery. Spędzaj czas z bliskimi na łonie natury. Nie tylko schudniesz. Poprawisz też samopoczucie, jakość Twojego zdrowia, produkcję hormonów i okaże się, że jednak macie o czym rozmawiać. 

Blog to efekt wzlotów i upadków oraz chęci stworzenia przestrzeni, która będzie źródłem wiedzy i inspiracji dla osób chcących dokonać stałych zmian w swoim życiu. W podróży ze mną pokażę Ci, jak spokojnym i konsekwentnym podejściem można osiągać cele, które do tej pory były poza Twoim zasięgiem.

Related Posts

Leave a Reply