fbpx

Cykl miesiączkowy, a trening.

Czy cykl miesiączkowy ma wpływ na Twoje efekty treningowe?

Zastanawiałaś się kiedyś, czy są dni w których Twój organizm ma większy potencjał do interwałowych treningów, a w których do cardio czy siłowych? Ja tak! Jako zwolenniczka efektywności w życiu szukam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Jednym z nich jest właśnie to „Czy będąc kobietą powinnam trenować inaczej od mężczyzny?”. I nie chodzi tylko o ćwiczenia, chodzi o ilośc dni treningowych oraz metody treningowe.



Naukowcy wielokrotnie przypuszczali, że burza hormonów u kobiet może wpływać na reakcję mięśni oraz tkankę tłuszczową w odpowiedzi na trening. Istnieje wiele badań na ten temat, jednak przeszukując portale z publikacjami oraz wiele interpretacji wszystko wskazuje na to, że nasz cykl hormonalny nie wpływa na osiągane przez nas efekty – przynajmniej dotychczas nie udowodniono istotnych różnic. Istnieje wysoki stopień zmienności między cyklami hormonalnymi u kobiet, ilością wydzielanych hormonów oraz długością cykli, to powoduje dużą rozbieżność między wynikami badań. Jeśli chcesz przestać czytać, bo myślisz, że to wszystko czego możesz się dziś dowiedzieć – nie rób tego. Jest kilka istotnych aspektów związanych z naszą fizjologią, o których warto pamiętać jeśli na priorytecie masz smukłą sylwetkę z niskim procentem tkanki tłuszczowej.


Fazy cyklu

Zacznijmy od początku. W pierwszej fazie cyklu (od pierwszego dnia miesiączki do owulacji) poziom progesteronu jest niski, co za tym idzie nie odczuwamy problemów z obrzękiem/rentencją wody. Zaraz po zakończeniu okresu zaczyna wzrastać estrogen – zwiększa wrażliwość insulinową oraz ogranicza moblilizację kwasów tłuszczowych do tkanki tłuszczowej. Organizm spala więcej glukozy, a nam łatwiej jest wykonać intensywny trening. Przez pierwszą połowę cyklu kobiety są fizjologicznie – pod względem metabolizmu węglowodanów i regeneracji – podobne do mężczyzn. 

Podczas owulacji Twoje ciało jest najbardziej efektywne. Poziom hormonów osiąga szczyty, testosteron i estrogen powoduje, że czujesz się atrakcyjna i zalotna. To też czas by dać z siebie wszystko i zaplanować intensywną aktywność fizyczną, być może zawsze chciałaś spróbować sportów walki? To dobry moment! 

Druga połowa cyklu nie jest tak dobrze odczuwana przez większość z nas. Hormony stopniowo spadają by osiągnąć niski poziom tuż przed rozpoczęciem krwawienia. Tu zaczynają się wzdęcia, wypryski, zachcianki i bóle brzucha. W fazie lutealnej (drugiej połowie cyklu) odczuwamy większy apetyt na pokarmy tłuste i bogate w węglowodany. Wtedy też realnie wzrasta nasze zapotrzebowanie kaloryczne, niewiele bo niewiele (100 do 300 kalorii), jednak odczuwalnie! Jeśli nigdy nie czułaś „ochoty na słodkie” to lepiej tego nie mów – my okresowe głodomorry – będziemy Ci zazdrościć! Pojawia się też wzrost temperatury ciała spowodowany wzrostem progesteronu, co skutecznie napędza nasze ciała do „spalania”.


Podsumowanie

I tu tworzy się błędne koło, które możesz wykorzystać w „dobry lub zły” sposób. Sposób efektywny – drugą część cyklu, gdy nie masz już tak dużej siły na hardcorowe treningi, poświęć na umiarkowaną aktywność jak cardio czy spokojne treningi siłowe. Skup się na diecie, swoich celach by nie zajadać tego co spalasz. Brzmi jak plan? Poczekaj na drugi…

Sposób nieefektywny – siedź w domu, narzekaj, że masz okres i usprawiedliwiaj jedzenie kolejnego batona, tym, że Twoje zapotrzebowanie rośnie… A teraz – co wybierasz? 

Blog to efekt wzlotów i upadków oraz chęci stworzenia przestrzeni, która będzie źródłem wiedzy i inspiracji dla osób chcących dokonać stałych zmian w swoim życiu. W podróży ze mną pokażę Ci, jak spokojnym i konsekwentnym podejściem można osiągać cele, które do tej pory były poza Twoim zasięgiem.

Related Posts

Leave a Reply